Jak najbardziej Jackson. Nie umniejszam zasług Spielberga, bo jego wkład w historię i rozwój filmu jest spory. Ale nie ma tego "czegoś" w jego metodzie tworzenia.
Za to Peter potrafi. I nie mówię tu o Władcy Pierścieni, wręcz tego filmu trochę nie lubię, bo przyćmił jego dawne filmy.
Samą trylogię oceniam na zrobioną poprawnie. PJ udało się stworzyć odpowiedni klimat, choć przyznać trzeba, że parę rzeczy spartolił.
Cała produkcja jest zbytnio rozrywkowa i trochę spłycona, ale nie ma co marudzić, takie są wymogi współczesnych hiciorów.
A Jacksona uwielbiam za jego stare dzieła. Martwica mózgu, Zły smak, czy choćby Przerażacze. Takiego ładunku rozrywki potrafiło dostarczyć mi tylko Martwe Zło.

Jackson potrafi pięknie bawić się gore'ową konwencją i poprzez pastisz bawić widza, jak nikt. Doprawdy, to są arcydzieła.
